czwartek, 16 lipca 2015

MELITTA...

Niebywałe, że mogę cieszyć się smakiem kawy, 
dopiero co mielonej i przefiltrowanej, choć nie mam w domu expresu do kawy.
Drip, bo o nim mowa dotarł do mnie wczoraj, właściwie dwa,
bo zamówiłam w dobrych cenach, 
no i na wszelki wypadek, gdyby ten pierwszy uległ zniszczeniu itp.
Jak się okazało filtry są lekko uszczerbione, a ten pierwszy nawet pęknięty po długości.
Nic nieszkodzi, bo służą i to podwójnie, raz jeden, raz drugi.
Teraz parzenie i picie kawy to u mnie rytuał.
Nie chce się rozpisywać na czym ta alternatywna metoda polega,
bo najlepiej opisał to Zorki w Subiektywnym Przewodniku Po Małych Przyjemnościach,
W sklepie ZOE już niestety nie ma :/
A tak wyglądał dziś mój dzień pod osłoną Melitty:
















A niebawem dotrze do mnie czajniczek, ze specjalnym, wąskim i długim dziubkiem,
o tym też przeczytacie w "Życie jest podróżą", ALTERNATYWA ZORKIEGO.
Tych co nie mają przewodnika odsyłam poniżej:
Pozdrawiam M.